Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu
RSS
środa, 07 kwietnia 2010
Zapraszam na nowy blog

http://galopujacymajor.wordpress.com/

Tagi: zmiany
19:57, maj.or
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 kwietnia 2010
Bieg ku górze

W psychiatryku Ostatnia Wieczerza tematycznie przegrała z Prima Aprilis, a dziś, rocznica śmierci „naszego papieża” wygrywa ze śmiercią Jezusa. Zresztą psychiatryk nie jest akurat wyjątkiem, w mediach od rana lamenty o okrągłej śmierci tego, co to założył pokolenie JPII. O dniu śmierci Jezusa jakoś ciszej. Jezus jest jakoś w cieniu, jakby przypadkiem wpadł na stypę po „Ojcu Świętym”. Zresztą może to i dobrze. Oszczędzono bowiem szczegółowego widoku tych wszystkich „ukrzyżowań pańskich”, gdzie miejscowi sołtysi, poprzebierani za legionistów w przydużych hełmach, udają aktorów, profanując, i teatr, i same misterium. Gdybym był nie-polskim katolikiem to pewnie bym się obraził.

Wygrana JPII z J.Ch. jest jak najbardziej znamienna, nie przypadkiem się polski lud maryjny do Jana Pawła modli, bynajmniej nie o wstawiennictwo. Kościół opiera się na autorytecie i to autorytecie moralnym, jakkolwiek, wyśmiewając pojęcie moralnego autorytetu, katolicka prawica nie strzelałaby sobie w stopę. Bertrand Russell w  „Dziejach filozofii Zachodu” złośliwie (?) analizując żydowską koncepcję dziejów, zrobił nawet paralele, między Jahwe a dialektyką, Mesjaszem a Marksem, Kościołem a partią oraz Millenium a wspólnotą komunistyczną. Nie przypadkiem Miłosz nazywał komunizm nową wiarą, choć do końca nie wiadomo, jak rozłożyć akcenty: czy to religia jest jak komunizm, czy komunizm jest jak religia?

Od paru dobrych dni podczytuje „Bieg ku górze. Historia powołania (1939-1941)” Thomasa Mertona. Początkowo, po pierwszym przekartkowaniu, myślałem, że tego Mertona to można by jeść łyżeczkami. Teraz zachwyt już trochę opadł, ale Merton nadal jest świetny. Merton nadal imponuje. Kochać Boga tak, jak Thomas Merton, kochać Boga z Jego „kochaj bliźniego swego” to musi być wielka rzecz. To musi być jak wszechświat. Merton to ma, Merton jest pacyfistą („czerwoni albo śmierć” – to dla niego czysty hitleryzm), Merton nie robi z Jezusa dziadka od kremówek albo biczowania. Merton schyla głowę i rozumie, że ma bliźniego kochać, bo m.in. po to dał się Jezus ukrzyżować. Jest też Merton zupełnie inny, niż Polak-katolik, wielbiciel poezji, Joyca, Picassa. Nie wyśmiewa, a z uśmiechem puka się w czoło, patrząc na głośno oburzonych sztuką ówczesną. Merton momentami jest takim katolikiem, jakim chciałbym bym być, gdybym wierzył w Boga. Jest w swej wierze żarliwy, gorący, ale nie chodzi tu o żar przypiekanego krzyża na czole. I wreszcie, jest w swych uwagach obezwładniający, gdy wymieniając rzeczy neutralne, o których nie myślał, ani nie wspominał, ani też nie słyszał, by ktoś w tym roku wspominał wymienia min. Polskę, Laponię i… kaloryfery

czwartek, 01 kwietnia 2010
Ciemności kryją ziemię i Jaruzelskiego

Paweł Lisicki jest jak czop śluzowy. Matka Natura, czy raczej Ojciec Natur, zasadził Pawła, aby żadne nieczystości się na zewnątrz (i do wewnątrz) nie wydostawały. I Paweł, jak ten czop, tkwi w Rzepie i Rzepy pilnuje. Nie tak znowu dawno temu, w sprawie molestowania przez księża w Ognisku św. Brata Alberta zwierzył się Paweł na przykład, iż, Wcześniej "Rzeczpospolita" opisywała sprawę arcybiskupa Juliusza Paetza i sprawę molestowania kleryków w diecezji płockiej. Uznaliśmy więc, że lepiej będzie, jeśli tym razem takim tematem zajmie się ktoś inny. Nie chcieliśmy, by przypięto nam łatkę, że specjalizujemy się w ujawnianiu przypadków molestowania w Kościele .Parę dni temu, z kolei, Paweł napisał, iż wątpi, aby informowanie o pedofilii w Kościele było wyrazem troski o dobro dzieci, bo Kościół katolicki to ostatni w liberalnym, zachodnim społeczeństwie, niedemokratyczny autorytet, konkurujący z mediami o władzę nad świadomością ludzi. Paweł nie będzie więc, jak te, inne (demokratyczne i liberalne?) media, i na pierwszej stronie informować o pedofilii nie zamierza. Zwłaszcza, że informujące o tym media są, zdaniem Pawła, najpewniej w spisku. Bo dziwnym trafem, taki np. NY Times napisał o pedofilii, a taki polski Newsweek (sic!) o zniesieniu celibatu. Pytanie tylko: kto do kogo pierwszy zadzwonił i w jakim rozmawiali języku (chyba nie polskim?). Zresztą Rzepa ma o wiele ciekawsze tematy „na jedynkę”. Bodajże w piątek, na pierwszej stronie, Wojciech Wybranowski alarmował czytelników, iż państwo niszczy firmy. Gdyż do Rzecznika Praw Obywatelskich wpłynęło 10 (słownie: dziesięć) skarg na urzędników niszczących przedsiębiorców. A w zeszłym kwartale tych skarg było „tylko pięć”. No fakt, a właściwie „Fakt”. Wszak wzrosło przecież aż o 100%, a mimo wielu deklaracji premiera Tuska o usunięciu biurokratycznych barier dla przedsiębiorców nic się nie dzieje – jak powiedział, niezawodny w takich wypadkach, prof. Sadowski z apolitycznego i obiektywnego Centrum im. Adama Smitha.

Paweł Kościoła, który konkuruje z mediami o władzę nad świadomością ludzi, broni, niestety Kościół Pawła bronić nie zamierza. No chyba, że Paweł ubierze sutannę i się zabierze za jakiś głuchoniemych, choć tu oczywiście Kościół krzywdzę. Albowiem, jak powszechnie wiadomo, odsetek pedofilów wśród księży jest dokładnie taki sam, jak w innych zawodach (górnik, fryzjer, kapelusznik). Gdyż, co tu dużo mówić, pedofile to po prostu kretyni (Humbert Humbert!) i zawodów, gdzie mają swobodny dostęp do dzieci, świadomie nie wybierają. A już takich zwodów, gdzie szef cię kryję i cichcem przenosi z placówki na placówkę, na pewno unikają jak ognia. W każdym bądź razie, zrobił Kościół Pawłowi małego psikusa. A mianowicie, sam Ojciec Święty zlitował się nad starym ojcem Murphym, dał mu w spokoju dożyć swych dni i na jego prośbę, przez ostatnie 4 miesiące jego życia, o „incydentach” Murphego milczał. Oznacza to, że, po szalenie odważnych działaniach lustracyjnych polskiego Episkopatu, nową niejako Paweł dostał wskazówkę. I teraz już wie, iż starszym i schorowanych ludziom żadnych „incydentów” nie należy wypominać. A kto wie, może nawet tego starego Kiszczaka z Jaruzelskim trzeba przeprosić?  A jeśli nie przeprosić, to chociaż Jaruzelskiego zaprosić do samolotu, gdzie, jak do tej pory, owszem, miejsce pewnie by się dla niego znalazło, acz niekoniecznie siedzące. Teraz jednak, po tym jak Benedykt wokół „incydentów” pedofila Murphego na paluszkach chodził, na paluszkach wokół „incydentów” starego Jaruzelskiego, chodzić powinien chyba i Lisicki Paweł i sam pan prezydent. Zwłaszcza, że jak powiedział ostatnio, kolejny kontrkandydat - Kornel Morawiecki, pan Lech Kaczyński brał udział w rozmowach w Magdalence i jest jednym z architektów układu okrągłostołowego. Więc chyba akurat o tym współsprawstwie, jak najbardziej powinien publicznie milczeć. A co najwyżej, za stare, dobre czasy, cichcem trącić się kielichem z generałem w prezydenckiej salonce.

Nie koniec to jednak złych wieści. Jak bowiem wieść opiniotwórcza  niesie, wyszła właśnie kolejna pozycja o odkłamywaniu „czarnej legendy św. Inkwizycji”. Przy czym „czarny” nie oznacza tu wcale księży, ni zakonników, ale legendę złą i kłamliwą. Wszak Dominikanie habity noszą przecież białe. Oczywiście sam fakt, że Inkwizycja była potrzebna i należą się jej, co najmniej, słowa wdzięczności jest bezdyskusyjny. Przynajmniej dla kupujących książki z wydawnictwa Frondy, tj. księgarni ludzi myślących. Problemem jest jednak linia obrony Inkwizycji, która, jako żywo, mieczem jest obosiecznym. Albowiem, skoro Inkwizycja była zasadna, gdyż celem średniowiecznego państwa było zbawienie, to zasadne też była bezpieka, gdyż celem PRL była tejże bezpieki władza. Skoro Inkwizycja zapewniała porządek i przeciwdziała anarchii, to tym bardziej zapewniała ją przecież bezpieka za pysk naród trzymając. Skoro Inkwizycja zapewniała jedność, to PRL też przecież miał jedność zapewniać. Skoro inkwizytorzy byli popularni, to przecież Gomułka popularny był również, a PRL wspomina się również sentymentalnie, zwłaszcza wśród prostego, bogobojnego ludu na wsi. Dalej, skoro setki więzionych i dziesiątki mordowanych, na tle okrucieństwa ówczesnych czasów nie robią wrażenia, to tym bardziej setki więzionych i dziesiątki mordowanych w PRL na tle Stalina, Hitlera tudzież Pol Pota. Skoro, oceniając Inkwizycję popełniamy grzech ahistorycyzmu, to patrząc z dzisiejszej, demokratycznej perspektywy na „totalitarny PRL”, popełniamy go również. I tylko stare, dobre wyjątki od reguły się nam ostały. Bo tak, jak mimo zawodności ludzkiej, Inkwizycja wyjątkowo była instytucją niemalże nieomylną, tak wyjątkowo nieomylna w swych, boskich papierach była przecież również i peerelowska bezpieka. Przynajmniej wedle teozofii św. IPN-u.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 46