Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono
Uparty centrolewicowiec, niedogmatyczny liberał i gospodarczy i obyczajowy, skłaniający się raczej ku agnostycyzmowi, fan F.C. Barcelony choć nick upamiętnia Ferenca Puskasa gracza Realu Madryt email: gamaj@onet.eu
Blog > Komentarze do wpisu
Emigracja

  

Niekiedy myślę, że emigranci są najszczęśliwszymi z ludzi. Starannie ukrywają swe szczęście, pisząc wiersze, eseje, powieści i aforyzmy, w których skarżą się na udrękę tułaczki. Lubią się bowiem uskarżać na dolegliwości wygnania, to należy do decorum emigracji. Cierpią na ostre napady nostalgii, wspominając chwile beztroskiego dzieciństwa. Karpaty przykryte śniegiem, dźwięk dzwonków w niedzielę, świąteczny obiad w domu rodziców, jesiony kołyszące się na wietrze. Przecież jednak wszyscy ludzie nieodwołalnie tracą swe dzieciństwo, nie tylko wygnańcy. Ale tylko emigranci mają kogo oskarżyć o zabranie im dzieciństwa, wszyscy inni wiedzą, że są sami temu winni – albo raczej czas, co zresztą na jedno wychodzi. Emigracja odbiera nam bardzo wiele, ale w zamian ofiaruje wielkie usprawiedliwienie. Na emigracji możemy zawsze kogoś piętnować, przeklinać, obwiniać; ktoś, kto nie jest emigrantem, może mieć żal tylko do siebie. A osławiona emigracyjna nostalgia to przecież także forma poznania, forma łatwego podróżowania w przeszłość, poezja w gotowym opakowaniu.

Czyżby emigranci znaleźli sposób na to, żeby żyć tylko w krótkich chwilach, lekceważąc rutynę trwania, jałowość krótkich deszczowych dni? Nie wierzmy w to. Nie, ale dzięki temu, że są zawsze ofiarami nieludzkiego losu, złego systemu, podłego XX wieku, znajdują w życiu sens, który innym ktoś odebrał. Znajdują sens, którego na próżni szukają ci pechowcy, co wzorem Immanuela Kanta, nigdy nie opuścili rodzinnego miasta. Ci, co nie wyjechali mają dziesiątki zmartwień, emigranci tylko jedno, za to ogromne. Ci, co zostali, mogą marzyć wyłącznie o wyjeździe z kraju, trudnym lub wręcz niemożliwym, emigranci marzą o powrocie, który – w wyobraźni – przedstawia się idyllicznie.

Emigranci uciekają od wielu rodzajów cierpienia; Cioran przynajmniej nie musi widzieć swoich rodziców w ich nieubłaganej podróży od wieku dojrzałego do starości, chorób, do zaniku pamięci, do śmierci. Nie widzi jak starzeją się jego przyjaciele, jak zdradzają ideały młodości.

Owszem, także emigranci muszą na końcu zaznać własnego starzenia się, własnych chorób (Cioran stracił pamięć w ostatnich latach życia); ale nie można przecież żądać niemożliwego, nie można wyemigrować z życia.

Nie są też skazani na przeżywanie żmudnej i nudnej codzienności ich rodzinnego kraju, gdzie zawsze szaleje albo dyktatura, albo korupcja, na zmianę. Za to korupcja kraju wygnania nic ich nie obchodzi, a nawet dodaje im otuchy, podnosi moralnie.

Nie muszą codziennie pomstować na polityków ich kraju, zwykle prymitywnych i chciwych, narzekają tylko na polityków swojego nowego kraju, ale bez pasji, cóż ich bowiem tak naprawdę obchodzi jakiś Pompidou czy Mitterrand. Lecz korzystają przecież z dobrobytu i wewnętrznego pokoju państwa, w którym przyszło im się osiedlić. Nigdy jednak- tak w każdym razie było z Cioranem – nie zauważają tego.     

Tak o znakomitych „Zeszytach” Ciorana pisał Adam Zagajewski w zbiorze esejów „Poeta rozmawia z filozofem”. Jakby w sukurs ostatniej myśli, idzie Stanisław Lem, którego artykuł „Ojczyzna?”, Paweł Śpiewak zamieścił w swej gigantycznej antologii  tekstó prasowych "Spór o Polskę 1989-1999". Do Zeszytów Ciorana jeszcze wrócę, tak jak do owej antologii. Ale teraz Lem:  

Diferentiam specificam między życiem w Polsce i poza Polską na własnej skórze poznałem. Od stanu wojennego z rodziną najpierw do Zachodniego Berlina, a potem sześć lat do Wiednia, bo mnie chcieli i zaprosili. Pod materialnym względem uskarżać się nie mam prawa. Dom w ogródku, kwiatki, drzewka, zapach ziemi (to zauważył był w Berlinie Gombrowicz) jak w Polsce. Tylko ludzie obcy. Język: po niemiecku mówię i piszę, ale to opanowany język obcy. W Austrii co tydzień omal zdarzała się grubsza politycznie afera: Baksik i Gąsiorowski przy Prokschu to małe piwo. Proksch to był cukiernik, który wysoko ubezpieczył fikcyjny ładunek, jakąś zegarową bombę umieścił na tym statku, statek utonął razem z częścią załogi, on kolosalne ubezpieczenie zyskał i zwiał. Potem go znaleźli i jego przyjaciele z urzędującym ministrem spraw wewnętrznych, Blechą, oraz innymi dygnitarzami poszli na zieloną trawkę. Po niemiecku mówi się, że każdy „zabrał kapelusz”. Najwyższe figury partyjne i korupcja, zwyczajne sprzeniewierzenia; głowa związków zawodowych wyjmuje z ich kasy pół miliona, żeby sprawić synowi auto, a na ukoronowanie piekielna, ogólnoświatowa awantura o prezydenturę Waldheima. I co? Tu jest dystynkcja pogrzebana: i nic. Myśmy ramionami wzruszali. Państwo operetkowe. Dobrze, nasi ojcowie, byli oficerami armii Austro-Wegier, mówili: „austriackie gadanie”. Ironiczne uwagi. I spokój ducha, bo to nie jest nasza „hańba domowa”. To oni, sobie, u siebie tak rządzą im kwita.

Natomiast daleko skromniejsze nawet afery w kraju to wstyd. To po prostu boli.

Zagajewski nie pisze o tych emigrantach, którzy, najczęściej z Kanady, Australii, rzucają garść dobrych rad i lamentują nad upadkiem swojej, starej Ojczyzny. Zagajewski pisze o innym lamencie – o snobowaniu rozpaczą, która, jak w przypadku Ciorana, rzekomo wypełniać ma wszystkie kręgi piekła alienacji; gdzie nie ma już miejsca na taką zwyczajną radość, smutek, przekleństwo, na dzień, jak co dzień.  Zagajewski zdaje się mówić: szczęśliwi ci, co w rozpaczy znajdują sens i (na swój sposób) ukojenie, którzy potrafią zredukować życie do jednego, ostentacyjnego doświadczenia. I którzy się z tym obnoszą.

Ale tak naprawdę Zagajewski nie musiał pisać o emigracji. Mógł pisać o kombatantach, niepełnosprawnych, prześladowanych za wiarę – zawód ofiary przybiera rozmaite kostiumy i paradoksalnie, przy odrobinie wyobraźni, może nawet owe słynne, alienacyjne zagubienie przełamać. Gdy cierpiący samotność emigrant, czy też postsolidarnościowy opozycjonista, rzeczywiście swoje życie sprowadzą do jednego - to wyłączna, niepodzielna jedność, sposób wyjaśniania wszystkich doświadczeń wedle jednej, spójnej, wszechogarniającej doktryny znów sprowadzą świat do jednego mianownika. I być może znów, choć na krótko, zapanuje szczęście, które przecież ma to do siebie, że najbardziej nie lubi napotykać wątpliwości.

 

 

sobota, 09 stycznia 2010, maj.or

Komentarze
2010/01/09 20:44:36
Wysmienite.Chapeau(x) bas!

Ciekawe czy przyjda czasy w ktorych miary sie odwroca: tak jak dzis wieksza przyjemnosc sprawia Polakowi niektoremu, kibicowanie Man Utd. od kibicowania Lechowi tak z poblazliwoscia patrzec sie bedzie na lokalne,polskie potkniecia by spelniac sie kibicujac polityce np.europejskiej?


W przypadku wspolczesnej emigracji interesujacym jest tez kwestia obyczajowa: nie osmielajac sie kwestionowac wartosci jakie obowiazuja w kraju emigracji, cala irytacjie z tego ze wlasnie takie wartosci obowiazuja zuzywaja w zwalczanie ich w kraju ojczystym.

Sila i slabosc: sila jaka zdobyta w kraju emigracji ma znaczenie,staje sie wartoscia dopiero wobec tych co zostali? Nawet dla samych emigrantow nie jest obiektywna wartoscia?

Chyba za bardzo uogolniam...

m@B

-
2010/01/09 20:53:33
neo - "W przypadku wspolczesnej emigracji interesujacym jest tez kwestia obyczajowa: nie osmielajac sie kwestionowac wartosci jakie obowiazuja w kraju emigracji, cala irytacjie z tego ze wlasnie takie wartosci obowiazuja zuzywaja w zwalczanie ich w kraju ojczystym."

A to ciekawe jest, ale nie wiem czy rzeczywiście nie za bardzo uogólniasz.
-
2010/01/09 21:18:05
Przydałyby się jakieś tu linki do źródełek bibliograficznych i netograficznych
-
2010/01/09 21:36:40
Majorze,

oba fragmenty mowia o emigracji wewnatrz-europejskiej. To, powiedzmy, jest bardzo szczegolna emigracja: z jednego nacjonalizmu do innego, z polskiego antysemityzmu w austriacki.
-
2010/01/10 08:46:07
Cyncynat może i tak ale pod to podpada nie tylko Europa ale i Usa
-
2010/01/10 10:10:07
nie sadze. chyba wiecej jest roznic, niz podobienstw.

a o dobrych radach z USA i Australii. wiele osob spedzilo w Polsce kawal zycia - dziecinstwo, mlodosc. od tego nie da sie zbyt latwo odspawac. musza tez racjonalizowac swoje decyzje o emigracji.

jest tez komplementarne zjawisko: emigrantow sie nie lubi, a zwlaszcza tych, ktorzy krytykuja Polske. nawet nieszczesnych expatow z UK. nie wiem jak teraz, ale jakis rok-dwa temu prasa o expatach w UK byla bardzo negatywna: Polityka, GW, Rzepa, Dziennik, i cala reszta tylko i pisali o tym jak tym biednym zarobkowiczom jest zle w UK.

-
2010/01/10 20:41:13
"... emigrantow sie nie lubi, a zwlaszcza tych, ktorzy krytykuja Polske. "

Coś w tym jest. Ale gdy dzięki Google Maps zobaczyłem dziury na ulicy w Stratford Connecticut, gdzie mieszka mój kolega z lat młodości często krytykujący Polskę, polubiłem go w dwójnasób.
-
2010/01/10 21:44:03
cyncymat- oj emigracja to temat rzeka. Mnie idzie bardziej o tzw. zawód: cierpiący emigrant
-
2010/01/10 23:35:12
Zawód?
Zawiedziesz się, majorze Je ne regrette rien